Ferie zbliżają się ku końcowi a ja nadal nie czuję odpoczynku pomimo nierobienia niczego.Jestem obciążony jakimś niewidocznym kowadłem przywiązanym do mojej nogi, które to kowadło ciągnie mnie w otchłań niemocy i demobilizacji.Nie potrafię spiąć pośladów i zacząć czegoś robić.Nawet odkurzanie przyszło mi z trudem co jest niepokojące gdyż zawsze chętnie łapię za tą maszynę i wykonuję dziwne, przerysowane ruchy odkurzając pod łóżkiem.Nie pomaga walenie się po pysku i mobilizacja siebie samego rozmawiając i bluzgając do siebie, że "Marcin ty debilu jebany zrób coś".Jestem jak po wypadku.Jak walnięty przez autobus albo przejechany przez czołg.Zero.Zero ogarnięcia.
Niedawno czytając książkę cofnąłem się w czasie.Byłem królewską metresą, machałem wachlarzykiem i pudrowałem sobie nos.Knułem intrygi, plotkowałem i śmiałem się pod nosem z niepowodzeń innych.Najwyraźniej w tamtym wcieleniu(jeżeli ono istniało) byłem jakąś niedobrą, brudną wewnętrznie damą.Cóż zdarza się.Koło się zatacza.Tyle, że teraz jestem królem.
wtorek, 9 lutego 2010
piątek, 5 lutego 2010
Mean.
Recesja niszczy ostatnie przybytki wolnej miłości fizyczno-emocjonalnej w tym smutnym jak pizda mieście.
Zawsze tak jest, że jak do czegoś się przywiązuje to znika to w mgnieniu oka.Może jestem takim pechowcem i to ja przynoszę nieszczęścia na te miejsca/rzeczy/ludzi.
Nie wiedziałem jaką muzykę wybrać dzisiaj.Czy agresywnych Klaxons'ów czy słodką ale w żadnym wypadku nie mdłą Lily Allen.
Wybór należy do kogo tam chcecie żeby należał.
Zawsze tak jest, że jak do czegoś się przywiązuje to znika to w mgnieniu oka.Może jestem takim pechowcem i to ja przynoszę nieszczęścia na te miejsca/rzeczy/ludzi.
Nie wiedziałem jaką muzykę wybrać dzisiaj.Czy agresywnych Klaxons'ów czy słodką ale w żadnym wypadku nie mdłą Lily Allen.
Wybór należy do kogo tam chcecie żeby należał.
wtorek, 2 lutego 2010
Lick.
Na poprawę humoru, chociaż tak naprawdę to nic mi go nie zepsuło kupiłem sobie aż dwie różowopodobne rzeczy.Ten niegdyś nie tolerowany kolor, teraz kojarzy mi się dobrze z sorbetami malinowymi jedzonymi w lato na moście z A. za wysypiskiem śmieci gdzie przyroda zdaję się być nienaruszona żadną działalnością człowieka.Sam most wygląda jakby stworzyła go natura-opleciony zielonymi pnączami z białymi kwiatkami wyrastającymi z różnych miejsc.Teraz to miejsce umarło ale można po zimie i po wiośnie znów będę tam chadzał i odłączał się od zgiełku świata.Z tanim winem w ręku, malinowym sorbetem i całą masą opowieści do obgadania, przegadania i dopowiedzenia sobie w nich końca.
Czasem myślę sobie czy muszę udawać tak złą i niemiłą osobę czy naprawdę taki jestem.Nie wiem kiedy powiedzieć sobie stop.Nie umiem opanować swojej agresji wobec świata, swojego strachu przed ludźmi.Może dlatego jestem aż tak popaprany.Nie sądzę żeby to miało jakieś podłoże zahaczające o patologię rodzinną.Bo w końcu dzieciństwo miałem wspaniałe.
Nie lubię wracać do starych zdjęć do starych filmów i starych opowieści w których uczestniczę.Nie lubię się cofać.Muszę przeć naprzód.Nie mogę się zatrzymać bo wypadnę z rytmu.A wiadomo, że rytm jest najważniejszy.
Czasem myślę sobie czy muszę udawać tak złą i niemiłą osobę czy naprawdę taki jestem.Nie wiem kiedy powiedzieć sobie stop.Nie umiem opanować swojej agresji wobec świata, swojego strachu przed ludźmi.Może dlatego jestem aż tak popaprany.Nie sądzę żeby to miało jakieś podłoże zahaczające o patologię rodzinną.Bo w końcu dzieciństwo miałem wspaniałe.
Nie lubię wracać do starych zdjęć do starych filmów i starych opowieści w których uczestniczę.Nie lubię się cofać.Muszę przeć naprzód.Nie mogę się zatrzymać bo wypadnę z rytmu.A wiadomo, że rytm jest najważniejszy.
niedziela, 31 stycznia 2010
czwartek, 28 stycznia 2010
Chains.
Szał przedstudniówkowy jest już nie do zniesienia.Albo muszę coś przymierzyć, albo muszę coś zatańczyć albo nagle ktoś wybiera mnie do jakiegoś pieprzonego rozdawania koszy z kwiatami ludziom których nie znam a jeśli ich znam to nimi gardzę.Do tego wszystkiego dochodzi odwieczny dylemat związany wyborem krawata.Ja chcę czarny, wszyscy mówią kolorowy.Co ja jestem clown?Boję się clown'ów.
Oderwania od rzeczywistości mi nie służą.Zdarza mi się nie słuchać ludzi, a ci czasem mówią potrzebne i ważne dla mnie rzeczy.Nie słyszę wyrazów uznania, słów miłości czy przyjaźni.Muszę rzadziej odchodzić w świat swoich wyobrażeń.
Ogarnia mnie cisza.A raczej hałas.Ale nie ten hałas który chciałbym słyszeć.Chciałbym słyszeć moją muzykę.Słuchawki mi się zepsuły.Chociaż kto wie może w ten sposób uniknę jakiegoś wypadku w którym mógłbym stracić życie a co gorsza pobrudzić sobie spodnie?
Fiołkowy krawat.Kurwa co jeszcze? bordowa koszula i kamizelka w paski?!
Oderwania od rzeczywistości mi nie służą.Zdarza mi się nie słuchać ludzi, a ci czasem mówią potrzebne i ważne dla mnie rzeczy.Nie słyszę wyrazów uznania, słów miłości czy przyjaźni.Muszę rzadziej odchodzić w świat swoich wyobrażeń.
Ogarnia mnie cisza.A raczej hałas.Ale nie ten hałas który chciałbym słyszeć.Chciałbym słyszeć moją muzykę.Słuchawki mi się zepsuły.Chociaż kto wie może w ten sposób uniknę jakiegoś wypadku w którym mógłbym stracić życie a co gorsza pobrudzić sobie spodnie?
Fiołkowy krawat.Kurwa co jeszcze? bordowa koszula i kamizelka w paski?!
piątek, 22 stycznia 2010
Make.
Uderzam w melanż nie ma bata na wypasie.
Słownik slangu bywa przydatny w porozumieniu się z ziomalami.Wcześniej nie wiedziałem, ze 'ogarnąć downa' to po prostu uspokoić się, a 'obcinać jak komornik szafę' to nachalnie się patrzyć.
I choć w uda jest mi zimno a palce odmarzają to ja i tak wychodzę bo coś się od życia należy.Towarzyszyć będzie mi Donna Summer i Allison Goldfrapp.
Love to love you baby baby...
Love to love you baby baby...
Love to love you baby baby...
Love to love you baby baby...
Love to love you baby baby...
Love to love you baby baby...
Zrobiło się żałośnie i słodko.Ale jebie mnie to.Elo elo 3 2 0.
Słownik slangu bywa przydatny w porozumieniu się z ziomalami.Wcześniej nie wiedziałem, ze 'ogarnąć downa' to po prostu uspokoić się, a 'obcinać jak komornik szafę' to nachalnie się patrzyć.
I choć w uda jest mi zimno a palce odmarzają to ja i tak wychodzę bo coś się od życia należy.Towarzyszyć będzie mi Donna Summer i Allison Goldfrapp.
Love to love you baby baby...
Love to love you baby baby...
Love to love you baby baby...
Love to love you baby baby...
Love to love you baby baby...
Love to love you baby baby...
Zrobiło się żałośnie i słodko.Ale jebie mnie to.Elo elo 3 2 0.
sobota, 16 stycznia 2010
Outside.
Potrzebna jest wiosna.Potrzebna jak cholera.Stwierdziłem to dzisiaj, przymierzając garnitur, bo w końcu niedługo studniówka a ja nie mam nic co powinno się tam mieć.W każdym razie potrzebna jest wiosna.W przymierzalni było zimno, a fakt, że okna były nieszczelne( a taki niby luksusowy sklep w którym Burberry się z Lacoste zabija o prym) sprawiał, że miałem gęsią skórkę na całym ciele.Bo w końcu musiałem stać w samych majtkach i cienkim swetrze aż ktoś raczy mi podać spodnie pasujące do marynarki.Nie wiem wreszcie jaki mam wybrać- bardzo dopasowany garnitur, czy nie tak bardzo dopasowany garnitur.W jednym nie mogę się bardzo gwałtownie ruszać a w drugi jest aż za luźny.Nie ma żadnego kompromisu.Pierdolę te luksusy.Kupię jakiś na rynku.Kupię spodnie z jednego a marynarkę z drugiego.I tak potem zdejmę marynarkę.
W ramach edukacji przedmaturalnej wypożyczam stos niepotrzebnych książek.Wszystkie traktują o języku angielskim i są po prostu kolejnym stekiem tych samych bzdur które mam podawane od przedszkola.Najbliższa przyszłość rysuję się więc w gorączkowych przygotowaniach i przymiarkach, nerwowych sytuacjach i wielkiej dawce bezradności.
W ramach edukacji przedmaturalnej wypożyczam stos niepotrzebnych książek.Wszystkie traktują o języku angielskim i są po prostu kolejnym stekiem tych samych bzdur które mam podawane od przedszkola.Najbliższa przyszłość rysuję się więc w gorączkowych przygotowaniach i przymiarkach, nerwowych sytuacjach i wielkiej dawce bezradności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
