Jakbym wiedział o co mi chodzi i co chce robić, to bym to robił. Jestem niezdecydowany i nieogarnięty do potęgi. Moje niezorganizowanie przeradza się po prostu w chaos. Chaos ogromny i nie do powstrzymania. Rutyna dnia została mi zaburzona, mój pedantyzm odchodzi w cień- przestaję nerwowo ustawiać wszystko tak żeby było równo. Książki nie leżą już równo z krawędzią stołu, gazety nie są uszeregowane chronologicznie i pod względem ich formatu. Nic nie jest takie jak było i wszystko się zmienia. Ludzie rozstają się, schodzą (i tak do usranej śmierci), wszędzie widzę jakieś wynaturzenia społeczne. Jakieś kochające się pary pseudo-hippisów, biegających w tych kolorowych szkłach i mających tą samą grzywkę. Dobrze, że moje włosy się kręcą. Nigdy nie będę mieć takiej grzywki. Przynajmniej nie naturalnie.
Już dawno przestałem się zastanawiać nad tym czy moje aktualne studia cokolwiek w życiu mi dadzą. Wyląduję na marginesie społecznym, bo po co komu ktoś w pracy co potrafi ci powiedzieć o wszystkich tłumaczeniach Biblii, a nie wie jak edytować dokument w Wordzie. Wszyscy narzekają na licea, gimnazja. Ja narzekam na studia. Narzekam bo to jedyna forma oporu na jaką mnie stać. Bierny opór ale zawsze opór.
Ruchome piaski. Ruchome kurwa piaski. A może ruchome błota? Boję się wyjść na osiedle. Krajobraz po bitwie. Takie nagłe odchodzenie śniegu nie jest mi na rękę. Wszystko jest rozpaćkane, rozmemłane i wprost stworzone żebym w to wpadł po kostki.
A może skoro idzie wiosna, wprowadzę trochę koloru do mojej garderoby? Landrynkowy róż i zimna mięta. Muszę kupić coś w tych kolorach. Nieważne co. Chociaż nie, ważne. Nie mogą być to spodnie. Nigdy ale to przenigdy nic nie zmusi mnie do kupienia kolorowych spodni. Choćbym nie wiem jak miał zgrabne nogi. Nigdy. Zresztą kogo ja okłamuję. Kiedyś i tak pewnie sobie kupię. Od tak, żeby zrobić sobie na złość.
Lubię się denerwować na samego siebie. Przynajmniej sam na siebie się nie obrażę.
piątek, 11 marca 2011
czwartek, 30 grudnia 2010
czwartek, 2 grudnia 2010
Celestica.
Śnieg został przepłoszony i definitywnie wyrzucony z mojej posesji przy użyciu łopaty i dobrych chęci.Pewnie z tego przepracowania jutro nie będę mógł wstać, ale w każdym razie warto było zobaczyć radość współmieszkańców i dać im do zrozumienia, że nie zabieram jedynie tlenu i jedzenia i jestem jednak pomocny i po prostu dobry ze mnie chłopak.
Starczy tych dobrych uczynków na najbliższe lata.Niech się nie przyzwyczajają, że zawsze tak będzie.Jutro też spadnie śnieg i ja go odgarniać nie będę.
Niebywałym zrządzeniem losu już drugi dzień nie zawitał w mojej leśnej chatce zwanej dalej uniwersytetem.Ach ta komunikacja miejska.Ale nie mam jej za złe.Chyba, że się rozchoruję.Wtedy się trochę pogniewam na PKP, PKS, ZTM i inne skróty.
Już nic nie pozostało.Tylko wybrać ubranie, zdecydować między bandanką w ludowe wzory a tą w cętki i dobrze się bawić.Wszystko omija mnie bokiem ale ja zdaję się w ogóle nie zwracać na to uwagi.Podążam własną ścieżką czasem zbaczając by kogoś ze sobą na nią zabrać.Całkiem dobrze mi to idzie.
Nie wiem w każdym razie gdzie mnie to wszystko zaprowadzi ale szczerzę mówiąc zbytnio mnie to nie obchodzi.Mam jeszcze czas by się ogarnąć w tym wszystkim.Emocjonalnie może jestem i dzieckiem(mimo iż to dobrze ukrywam) ale nawet ja wiem, że niektóre rzeczy po prostu robić trzeba.Tyle, że ja wole jeszcze posiedzieć w piaskownicy.
Starczy tych dobrych uczynków na najbliższe lata.Niech się nie przyzwyczajają, że zawsze tak będzie.Jutro też spadnie śnieg i ja go odgarniać nie będę.
Niebywałym zrządzeniem losu już drugi dzień nie zawitał w mojej leśnej chatce zwanej dalej uniwersytetem.Ach ta komunikacja miejska.Ale nie mam jej za złe.Chyba, że się rozchoruję.Wtedy się trochę pogniewam na PKP, PKS, ZTM i inne skróty.
Już nic nie pozostało.Tylko wybrać ubranie, zdecydować między bandanką w ludowe wzory a tą w cętki i dobrze się bawić.Wszystko omija mnie bokiem ale ja zdaję się w ogóle nie zwracać na to uwagi.Podążam własną ścieżką czasem zbaczając by kogoś ze sobą na nią zabrać.Całkiem dobrze mi to idzie.
Nie wiem w każdym razie gdzie mnie to wszystko zaprowadzi ale szczerzę mówiąc zbytnio mnie to nie obchodzi.Mam jeszcze czas by się ogarnąć w tym wszystkim.Emocjonalnie może jestem i dzieckiem(mimo iż to dobrze ukrywam) ale nawet ja wiem, że niektóre rzeczy po prostu robić trzeba.Tyle, że ja wole jeszcze posiedzieć w piaskownicy.
sobota, 27 listopada 2010
Serotonin.
Początki z reguły są trudne. Bo skąd wiadomo, co jak do kogo i z kim rozpocząć?
Osobiście nigdy nie byłem zwolennikiem ogromnego przywiązywania się do ludzi i miejsc. Jednak życie znów pokazało, że jestem najzwyklejszym na świecie mazgajem i zawsze będę przywiązany do osób, miejsc i rzeczy. Nic się nie da na to poradzić. Chociaż próbuję z tym walczyć. To jakiś mój wewnętrzny kaprys bycia mniej dobrym niż jestem.
Nowy świat, nowe miejsca i nowi ludzie przyprawiają mnie o zawrót głowy. Dobrze, że mogę wrócić zawsze do bezpiecznych rozwiązań jak dom. Wielkie miasta mnie męczą, sprawiają, że czuję się brudny, lepiący. Wszędzie trzeba się spieszyć. Już dawno zaniechałem biegania na autobus czy do metra. I tak prędzej czy później wyląduję tam gdzie mam wylądować i nic się nie stanie jak się tam spóźnię. Zwyczajnie nie spieszy mi się do obowiązków i do bycia dorosłym. I nie zamierzam z tym walczyć.
Dużo rzeczy mnie nudzi, jeszcze więcej zniechęca i nie wygląda na to żeby miało się to w jakikolwiek sposób zmienić. Lubię i będę narzekać. Przyjmowanie takiej pozy daje mi możliwość weryfikacji własnych zainteresowań. Jeżeli na coś narzekam naprawdę długo to przestaję już się tym interesować. Taka chyba naturalna kolej rzeczy.
Ale nie mnie się o tym wypowiadać. To, że byłem na jednym wykładzie z filozofii nie upoważnia mnie jeszcze do żadnego rodzaju metafizycznych wywodów.
Osobiście nigdy nie byłem zwolennikiem ogromnego przywiązywania się do ludzi i miejsc. Jednak życie znów pokazało, że jestem najzwyklejszym na świecie mazgajem i zawsze będę przywiązany do osób, miejsc i rzeczy. Nic się nie da na to poradzić. Chociaż próbuję z tym walczyć. To jakiś mój wewnętrzny kaprys bycia mniej dobrym niż jestem.
Nowy świat, nowe miejsca i nowi ludzie przyprawiają mnie o zawrót głowy. Dobrze, że mogę wrócić zawsze do bezpiecznych rozwiązań jak dom. Wielkie miasta mnie męczą, sprawiają, że czuję się brudny, lepiący. Wszędzie trzeba się spieszyć. Już dawno zaniechałem biegania na autobus czy do metra. I tak prędzej czy później wyląduję tam gdzie mam wylądować i nic się nie stanie jak się tam spóźnię. Zwyczajnie nie spieszy mi się do obowiązków i do bycia dorosłym. I nie zamierzam z tym walczyć.
Dużo rzeczy mnie nudzi, jeszcze więcej zniechęca i nie wygląda na to żeby miało się to w jakikolwiek sposób zmienić. Lubię i będę narzekać. Przyjmowanie takiej pozy daje mi możliwość weryfikacji własnych zainteresowań. Jeżeli na coś narzekam naprawdę długo to przestaję już się tym interesować. Taka chyba naturalna kolej rzeczy.
Ale nie mnie się o tym wypowiadać. To, że byłem na jednym wykładzie z filozofii nie upoważnia mnie jeszcze do żadnego rodzaju metafizycznych wywodów.
sobota, 7 sierpnia 2010
środa, 21 lipca 2010
bang bang bang!
Wakacje to czas refleksji. To nie tylko czas zabawy i szaleństw. W wakacje owszem można się wstawić do nieprzytomności i nikt nic nam nie powie i się nie obruszy. Ale czy czasem nie chodzi o to żeby dokończyć kilka spraw i zacząć jakieś nowe ciekawe przedsięwzięcia?
Skończyłem niejako przyjaźnie z niektórymi. Najwyraźniej gdy zrobiono już wszystko, nic więcej zrobić się nie da. Nie będę nic odbudowywać, płaszczyć się czy stękać jak szmata by wpuszczono mnie do wielkiego świata rozpusty i niekończącej się zabawy. Potrafię obejść się smakiem i dać sobie radę samemu.
Zacząłem całkiem interesujące znajomości z innymi. Dobrze wiedzieć, że mimo iż kiedyś nie układało się tak dobrze, to teraz można liczyć na tą osobę. Albo po prostu to jej chytry i złowieszczy plan mający zniszczyć mnie od środka poprzez przyjaźń. Nie wiem.
Upały mnie dobijają a deszcze ratują. Wiatr to mój przyjaciel mimo iż niszczy mi fryzurę która zajmuję mi mniej niż 20 sekund. Wstaję, poczochram się i idę.
Jestem w szale twórczym. Płaszcze, kurewskie sukienki i snobistyczne futra to coś co ostatnio najlepiej mi wychodzi w rysowaniu.
Ten rok przeboleję na kulturoznawstwie. Za rok podbiję ten wydział projektowania butów a wtedy drżyjcie kobiece nogi i konkurencjo.
Wakacje to czas refleksji. Może tak. Idę się wstawić do nieprzytomności z kimś kto ma równie mało do robienia co ja.
Yes, I'm spectacular boy!
Skończyłem niejako przyjaźnie z niektórymi. Najwyraźniej gdy zrobiono już wszystko, nic więcej zrobić się nie da. Nie będę nic odbudowywać, płaszczyć się czy stękać jak szmata by wpuszczono mnie do wielkiego świata rozpusty i niekończącej się zabawy. Potrafię obejść się smakiem i dać sobie radę samemu.
Zacząłem całkiem interesujące znajomości z innymi. Dobrze wiedzieć, że mimo iż kiedyś nie układało się tak dobrze, to teraz można liczyć na tą osobę. Albo po prostu to jej chytry i złowieszczy plan mający zniszczyć mnie od środka poprzez przyjaźń. Nie wiem.
Upały mnie dobijają a deszcze ratują. Wiatr to mój przyjaciel mimo iż niszczy mi fryzurę która zajmuję mi mniej niż 20 sekund. Wstaję, poczochram się i idę.
Jestem w szale twórczym. Płaszcze, kurewskie sukienki i snobistyczne futra to coś co ostatnio najlepiej mi wychodzi w rysowaniu.
Ten rok przeboleję na kulturoznawstwie. Za rok podbiję ten wydział projektowania butów a wtedy drżyjcie kobiece nogi i konkurencjo.
Wakacje to czas refleksji. Może tak. Idę się wstawić do nieprzytomności z kimś kto ma równie mało do robienia co ja.
Yes, I'm spectacular boy!
niedziela, 11 lipca 2010
Eisbaer.
Nie wiem czy jest jeszcze wiosna czy już lato.Moje zegary poprzestawiały się.Tkwię gdzieś pośrodku pór roku i nie mogę się dostosować.Zawsze miałem z tym problemy.Z dostosowaniem się.Zawsze najwyższy w klasie, zawsze najwolniejszy, zawsze najbardziej popieprzony mentalnie.Nie wiem czy sam sobie wymyślam takie wyobrażenie o sobie czy jestem taki naprawdę.Pogubiłem się we własnej rzeczywistości.
'Oj bo ty to taki jesteś zewnętrznie, że niby taki twardy, że niby nikogo nie potrzebujesz i wszystkimi gardzisz, a tak naprawdę to trzeba cię przytulić bo ciepła klucha z ciebie.'
Może to co mówi Boogie to prawda.Pewnie tak.Boogie coraz rzadziej się myli, co daję mi tylko do zrozumienia, że jest nieomylny i przyjaźnię się z omnibusem.
Chociaż może z tą moją powierzchownością i nieumiejętnością dostosowania się to wszystko jedna wielka bujda.Może tworzę to sobie z czystego braku jakiejkolwiek motywacji.A może mam to gdzieś.Tak mam to gdzieś.Jest zdecydowanie za gorąco na jakieś filozoficzne wywody.A jeżeli piję już 4 szklankę coli z 5 kostkami lodu to znak, że jest chyba lato.Może więc czas już zdjąć sweter.Bo chyba najprostsze rozwiązania są najlepsze.No nie?
'Oj bo ty to taki jesteś zewnętrznie, że niby taki twardy, że niby nikogo nie potrzebujesz i wszystkimi gardzisz, a tak naprawdę to trzeba cię przytulić bo ciepła klucha z ciebie.'
Może to co mówi Boogie to prawda.Pewnie tak.Boogie coraz rzadziej się myli, co daję mi tylko do zrozumienia, że jest nieomylny i przyjaźnię się z omnibusem.
Chociaż może z tą moją powierzchownością i nieumiejętnością dostosowania się to wszystko jedna wielka bujda.Może tworzę to sobie z czystego braku jakiejkolwiek motywacji.A może mam to gdzieś.Tak mam to gdzieś.Jest zdecydowanie za gorąco na jakieś filozoficzne wywody.A jeżeli piję już 4 szklankę coli z 5 kostkami lodu to znak, że jest chyba lato.Może więc czas już zdjąć sweter.Bo chyba najprostsze rozwiązania są najlepsze.No nie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)