niedziela, 24 sierpnia 2008

Candy Castle

Stroniąc od wiejskich przytupanek na dożynkach w okolicznej wsi z wylansowanymi "znajomymi", postanowiłem poświęcić ten wieczór na czytaniu "Lalki", rysowaniu projektów ubrań w całkiem innym stylu niż dotychczas i słuchaniu kojących kobiecych głosów dochodzących z mojego głośnika.Madonna, Roisin, Kylie, Alison Goldfrapp i Glass Candy.Nic mi dzisiaj więcej do szczęścia nie potrzeba.Przez moje coraz częstsze zaglądanie do kieliszka zacząłem się czuć jak któraś z bohaterek "mielącego" mózgi serialu "Sex w wielkim mieście".Piję drinki(wódka z sokiem w plastikowym kubku się nie liczą), trwonię pieniądze na ciuchy, które kupuję tylko dlatego, że akurat wpasowują się w nadchodzące trendy.Do tego mam ochotę zrobić sobie tatuaż.Najlepiej gwiazdkę na nadgarstku lub za uchem.Do pełnej listy moich zachcianek brakuję mi tylko drinku "Mojito" albo Malibu z sokiem jabłkowym, w którym wprost się zakochałem, bo trudno się nim upić i można go pić całymi dniami.Gwarantuję, że się nie znudzi.Ostatnio miałem przed oczami swój obraz "balangującego, wylansowanego nastolatka"- z boa z piór, dużym kieliszkiem w dłoni (z obowiązkową cytryną w środku), papierosem w drugiej dłoni, ciemnych Ray-Banach.Sam się takiego widoku we własnych myślach przeraziłem.Brakuje mi tylko cekinowej sukienki, sznuru pereł, szpilek od Louboutina i blond peruki.Jednak to by podchodziło już pod transwestytyzm. Chyba odezwała się we mnie moja "damska" połowa mózgu.Nie oznacza to jednak, że "męska" została naruszona.Pójdę już, zostawię was tylko z moją cudowną i boską Alison Goldfrapp!

1 komentarz:

maćkoS pisze...

Whee, kocham mojito :)