środa, 14 października 2009

Crash.

Z głośników wypływa dziwny potok zmiksowanej Habanery z Carmen Bizeta, połączonej z czymś co miało chyba być Grace Jones.
W mojej głowie cały czas szumi ulica do połowy przykryta śniegiem.Wciąż mam zimne stopy.Wciąż mam mokre włosy.Nie lubię takiego stanu pogody.Nawet mimo całego mojego uwielbienia do zimy.
Czuję, że moje życie przelatuję za szybko.Nie nadążam za obrazami, nie nadążam za dźwiękiem.Nie potrafię się zsynchronizować.Nie umiem znaleźć idealnej więzi pomiędzy życiem emocjonalnym a życiem zawodowym.Chociaż to moje życie zawodowe to z kolei nie jest aż tak rozbudowane jakbym chciał żeby było.
Nie wiem już które dni mam wolne a które zajęte.Dzisiejszy brak prądu uświadomił mnie jak wiele pożytecznego można zrobić będąc oderwanym od komputera i telewizji.
Tracę czas na niepotrzebne rzeczy.Mój portfel robi się pusty.Musze ograniczyć swoje żądzę.

Boję się klaunów.Od zawsze.

3 komentarze:

Anna pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
peggy pisze...

мне тоже всегда не хватает времени..

Paweł Kwas pisze...

akrtyczne małpy robia niezłe kominy na koncertach, jest dobra atmosfera