sobota, 27 września 2008

La Vie En Rose

Herbata była za gorąca.Poparzyłem język podczas oglądania pokazu D&G i uświadamiania sobie, że kolor złoty może nie jest aż takim wielkim złem.I chociaż dziewczyny które wyglądają jak "Wieczny sylwester", albo "Festyn Kałuszyński", totalnie obrzydziły mi tą szlachetną jakże barwę.Obrzydziły mi oczywiście wiele więcej:na lakierowaną torbę nie mogę już patrzeć, a czarne włosy kojarzą mi się już tylko z kurestwem bardzo niskich lotów.
Wróćmy jednak do D&G.Coś mi się wydaję, że polubię motywy marynistyczne i wszelkiego rodzaju węzły i kotwicę.Przypominają mi moją bajkę z dzieciństwa-Popeye'a.A wszystko co przywołuję czar mojego dzieciństwa, zyskuję moją aprobatę.Więc może przestanę nadawać o festyniarskich zapędach paszczaków z ufarbowanymi włosami, w białych, pikowanych kurtkach, złotych adidasach i ciemnych rurkach z naćwiekowanymi kieszeniami.Powrócę po prostu do lat cudownego dzieciństwa-do zrywania czereśni, robienia ciast z błota, wdrapywania się na drzewo i wołania mamy żeby mnie z niego ściągnęła i nie myśleniu czy wychodzę za linię kolorując obrazek i nie dbając przy tym o kolory.Bo smerfy mogą być różowe, no nie?

2 komentarze:

sansenoi pisze...

smerfy różowe?:P Boshe, dziękuję za kolor niebieski, bardzo dziękuję :D :P
tak w ogóle przypomniałeś mi z tymi wiśniami moje dzieciństwo, hmm, a już prawie zapomniałem o pewnych rzeczach :P

maćkoS pisze...

No proszę, sansenoi nawet tutaj? :P

Mi tytuł posta przypomniał wiosenny pokaz D&G, jestem im bardzo wdzięczny za użycie wersji Grace Jones.