Po okresie dostawiania dobrych ocen przyszedł oczywiście czas dostawania złych ocen z niewiadomych(no, dobra wiadomych) powodów, więc nie powinien dziwić fakt, że spędzę obecny łikend zatopiony w matematyce, geografii i Bóg wie czym jeszcze.Wszystkie plany poszły w pizdu i jedyną alternatywą może być oglądanie ckliwych komedii romantycznych razem z moją matką i miską chipsów.Jedyne co muszę robić, to czekać aż J. odbierze prawo jazdy(co w jego przypadku równa się to z licencją na zabijanie)i razem z nim i K. pojedziemy do Krakowa znaleźć drogę na Wawel.Będzie to podróż dosyć trudna biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie będzie już padał śnieg a my będziemy jechać kabrioletem.Może pogoda będzie na sprzyjać i uda nam się nie trafić w jelenia, łasicę czy innego zwierza leśnego i po 6 godzinach jazdy, wspomagając się wódką pitą z termosu uda nam się dojechać.Pozostaję wierzyć, w to, że J. to złote dziecko i to, że zdał prawo jazdy za pierwszym razem nie jest jakimś jednorazowym cudem.Mam nadzieję, że zaczyna się dobry okres i, że wreszcie będzie tak jak powinno być-...tak dobrze,że nawet nie umiem tego opisać.Czego i wam życzę.
Alleluja i do przodu!
piątek, 31 października 2008
niedziela, 26 października 2008
Filthy And Gorgeous.
Daleko od zgiełku, klubu 7x7 metrów z boazerią i poziomu wieku równego 13, który prosi cię żebyś kupił mu piwo, bo masz dowód, bo widział w twoim portfelu jak kupowałeś sobie alkohol, bo on nie kupi bo wygląda na mało lat a ty wyglądasz na starego.A więc daleko od tego szajsu, w kawiarni czynnej do 23, w której podają najlepsze koktajle na ziemi, usiadło sobie na plotki, niewidziane dawno razem trio.Znają się od podstawówki a nawet dłużej, bo jedna z osób jest bratem ciotecznym drugiej z osób i jego ojciec jest jej chrzestnym, którego ona z kolei nie widziała od komunii i przy każdej możliwej okazji, z szyderczym uśmiechem na ustach pyta się co u niego, a on nie chce opowiadać o swoim ojcu, bo nie umie z nim nawet 5 minut porozmawiać bez wkurwienia.Oto właśnie w tej kawiarni, w której są piękne zdjęcia Paryża i leci nastrojowa offowa muzyka i której tytułów nie znają nawet pracownice, usiedliśmy my.Nie potrzebne są tu imiona.Każde poszło w inną stronę po gimnazjum.One poszły do jednego liceum, ja do innego.Nici znajomości trochę się poluźniły i nie wychodzimy co tydzień w miasto, wypożyczyć jakiś niskobudżetowy horror i oglądać go z przypalonym popcornem, robiąc sobie jaja z każdej sceny.Sami przyznaliśmy, że bardzo skostnieliśmy samym wyborem lokalu.Nie jest to jakiś krzak w którym rozpracowujemy wino i trzęsiemy się ze strachu gdy ktoś przechodzi, nie jest to też żadna pijacka melina, głęboko pod ziemią w której delektujemy się najtańszą wódką kupioną na podrabianą legitymację S. i bojąc się, że ekspedientka się połapię i będziemy mieli nieciekawie, bo w końcu w domu jesteśmy obiektami porównywalnymi z Buddą-nieskazitelnymi istotami, niezdolnymi do grzechu.Nasze rozmowy nie polegały już na rzucaniu obelg i przechwalaniu się kto ma bardziej przaśne teksty.Wychodziliśmy daleko w przyszłość naszymi konwersacjami.Każde z nas zastanawiało się co dalej.One opowiadały mi o swoich chłopakach i ich wadach, a ja zajadając ciasto bananowe słuchałem tego, w myślach mając obraz naszej wspólnej przyszłości.I chociaż po liceum będziemy jeszcze dalej siebie, to chciałbym, żebyśmy utrzymywali kontakty na jakimś poziomie- to znaczy chciałbym je widzieć przynajmniej raz w roku.Zgodnie doszliśmy do wniosku, wydając pieniądze na małe porcję ciasta, że zestarzeliśmy się bardzo i nie w głowie nam jakieś imprezki i melanże( nienawidzę tego słowa), na których spijamy się do nieprzytomności.Lgniemy bardziej w kameralność i odrobinę prywatnego szczęścia.Czy czas nas nie oszczędził?
Ja stwierdziłem, że mam to wszystko gdzieś, bo w końcu zostały mi jeszcze zastrzyki z botoksu i jak to mnie nie odmłodzi, to będę zmuszony do hibernacji. T. natomiast ma zamiar cieszyć się każdą chwilą z chłopakiem, którego z S. zbytnio nie trawimy.Tak to jest z przyjaciółmi.Najpierw szukają ci chłopaka, a jak już ci go znajdą, to chcą byś się z nim rozstała.Może jesteśmy egocentryczni i chcielibyśmy wypełniać się nawzajem tylko naszymi spotkaniami.Mimo iż kawiarnia była czynna do 23, to ulotniliśmy się już około 21.30.Chcieliśmy wrócić do domu i się pouczyć?To dziwne, bo normalnie lecielibyśmy na imprezę, podczas której jakiś gówniarz poprosiłby mnie o papierosa, a jakbym mu go nie dał wyklnąłby mnie od najgorszych.
Może się nie zestarzeliśmy.Może po prostu dorośliśmy i pewne rzeczy zostały utracone.Może to i lepiej?
Ja stwierdziłem, że mam to wszystko gdzieś, bo w końcu zostały mi jeszcze zastrzyki z botoksu i jak to mnie nie odmłodzi, to będę zmuszony do hibernacji. T. natomiast ma zamiar cieszyć się każdą chwilą z chłopakiem, którego z S. zbytnio nie trawimy.Tak to jest z przyjaciółmi.Najpierw szukają ci chłopaka, a jak już ci go znajdą, to chcą byś się z nim rozstała.Może jesteśmy egocentryczni i chcielibyśmy wypełniać się nawzajem tylko naszymi spotkaniami.Mimo iż kawiarnia była czynna do 23, to ulotniliśmy się już około 21.30.Chcieliśmy wrócić do domu i się pouczyć?To dziwne, bo normalnie lecielibyśmy na imprezę, podczas której jakiś gówniarz poprosiłby mnie o papierosa, a jakbym mu go nie dał wyklnąłby mnie od najgorszych.
Może się nie zestarzeliśmy.Może po prostu dorośliśmy i pewne rzeczy zostały utracone.Może to i lepiej?
czwartek, 23 października 2008
Catch Me If You Can!
Mimo, iż większość rzeczy które robię nie mają najmniejszego powiązania z miłością, to postanowiłem zagłębić się w lekturę typowo kobiecą.Jak wielu facetów nie wiem nic o tym "pięknym i cudnym uczuciu".Stwierdzam, że to nawet lepiej.Przynajmniej dużą część mojego umysłu nie zapełniają westchnienia i trzymanie się za rączkę.Będąc w księgarni(którą odwiedzam o dziwo coraz częściej)i dokonując trudnego wyboru między książką o Marilyn i "Seksem w wielkim mieście", pomyślałem sobie:"Czemu nie? Serial jest świetny, a Marilyn jest nieśmiertelna i na nią przyjdzie jeszcze pora".Lektura miejscami wydaję się śmieszna(relacje z orgii czy rozmowy o przyrodzeniu męskim), a czasem naładowana wielkim bezdennym pieprzeniem o miłości.Tak to już bywa.Jednak już na początku znalazłem cytat który bardzo mi się spodobał.
-Absolutnie wierzę w miłość.Gdybym w nią nie wierzył, popadłbym w czarną depresję.Ludzie to połówki.Miłość sprawia, że wszystko nabiera znaczenia.
-I wtedy ktoś ci ją zabiera, no i masz przejebane-skomentował Skipper.
Wybacz Marilyn.Następnym razem pójdę za twoim pieprzykiem i blond włosami.
-Absolutnie wierzę w miłość.Gdybym w nią nie wierzył, popadłbym w czarną depresję.Ludzie to połówki.Miłość sprawia, że wszystko nabiera znaczenia.
-I wtedy ktoś ci ją zabiera, no i masz przejebane-skomentował Skipper.
Wybacz Marilyn.Następnym razem pójdę za twoim pieprzykiem i blond włosami.
środa, 22 października 2008
No guitars, no drugs, no leather, no fun.
Może to jesień tak na mnie działa, może to jakieś zmiany hormonalne obecne w wieku dojrzewania(pokwitania?), może to przez nałogi i chodzenie w luźno zawieszonym szaliku w renifery.Nie wiem.Zastanawiam się tylko ile jeszcze ludzi będę musiał znienawidzić a ilu pokochać, żeby wreszcie było dobrze.Może jutrzejszy wyjazd do galerii na wystawę, pomoże mi to przemyśleć.
Tymczasem wracam do moich zeszytów z narysowanymi butami na marginesie, uczyć się o cyrkulacji powietrza w atmosferze i coś tam alkanów.Mam nadzieję, że MGMT mi w tym pomoże.
Tymczasem wracam do moich zeszytów z narysowanymi butami na marginesie, uczyć się o cyrkulacji powietrza w atmosferze i coś tam alkanów.Mam nadzieję, że MGMT mi w tym pomoże.
piątek, 17 października 2008
Robots.
Jeśli jeszcze raz usłyszę od kogoś, że czas na miłość i jeśli jeszcze raz ktoś postanowi mnie wziąć na "podryw" to chyba zabiję się własną ręką.Tak, jestem niegrzeczny i dobrze mi z tym, bo jak dzisiaj stwierdziłem z moim kolegą(-om.Nie wiem jak to napisać):"To nasze skurwysyństwo będzie się ciągnęło za nami całe życie".I mi to bynajmniej nie przeszkadza.

Na Wikipedii, w haśle "Święty Marcin" znalazłem przysłowie:"Jaki Marcin, taka zima".Zima będzie bardzo bojowa w takim razie.

Na Wikipedii, w haśle "Święty Marcin" znalazłem przysłowie:"Jaki Marcin, taka zima".Zima będzie bardzo bojowa w takim razie.
wtorek, 14 października 2008
Love Lockdown.
Mam ochotę na piżamowe party.Najlepiej przy soundtracku z wiosennego pokazu Dolce&Gabbany i najlepiej w towarzystwie Natashy Poly.I będę wyrywał płatki z jej kwiatków na sukience.Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha.

A może nie czas myśleć o tym co będzie, tylko o tym co jest teraz i nie skupiać się na tym co chcą inni, tylko brać to co samemu się chce.Wyciągnę wyżej ręce i złapie jak najwięcej.Może ktoś będzie zrzucał z nieba buty od Prady i Pop-Artowe obrazy Andy'ego Warhola.A może ktoś akurat wyrzuci, tak specjalnie dla mnie i tylko dla mnie jakąś małą, wielkości mikro, część optymizmu, bym wreszcie mógł wyjść z dołka w który sam się wpędzam.A może to świat jest przygnębiający a ja jestem optymistą.Może to świat zwariował?
Czy ja już sięgnąłem dna?A może to coś jak efekt placebo?

A może nie czas myśleć o tym co będzie, tylko o tym co jest teraz i nie skupiać się na tym co chcą inni, tylko brać to co samemu się chce.Wyciągnę wyżej ręce i złapie jak najwięcej.Może ktoś będzie zrzucał z nieba buty od Prady i Pop-Artowe obrazy Andy'ego Warhola.A może ktoś akurat wyrzuci, tak specjalnie dla mnie i tylko dla mnie jakąś małą, wielkości mikro, część optymizmu, bym wreszcie mógł wyjść z dołka w który sam się wpędzam.A może to świat jest przygnębiający a ja jestem optymistą.Może to świat zwariował?
Czy ja już sięgnąłem dna?A może to coś jak efekt placebo?
niedziela, 12 października 2008
Clowns.
Z racji tego, że impreza wyjątkowo się udała, zmuszony byłem cały dzisiejszy dzień spędzić siedząc nieruchomo, z rękoma założonymi na krzyż i w ciemnych okularach, wpatrzony w telewizor.Brzmi to dramatycznie, ale każdy ma jakiś swój sposób na (nie bójmy się tego słowa)kaca.Najgorsze jest jednak przeświadczenie, że cały weekend minął jak z piczy strzelił i nie zostało nic co zaplanowałem(prócz dobrej zabawy oczywiście)zrealizowane.Pozostaje mi położyć się w pozycji embrionalnej i migać się od jakiegokolwiek wysiłku, twierdząc, że nadal mam wódkę w krwiobiegu i nie mogę się poruszyć.Cholera znowu mam zakwasy.Dobrze przynajmniej, że nie mam ochoty posłuchać disco-polo.To byłby szczyt.
Subskrybuj:
Posty (Atom)