niedziela, 26 października 2008

Filthy And Gorgeous.

Daleko od zgiełku, klubu 7x7 metrów z boazerią i poziomu wieku równego 13, który prosi cię żebyś kupił mu piwo, bo masz dowód, bo widział w twoim portfelu jak kupowałeś sobie alkohol, bo on nie kupi bo wygląda na mało lat a ty wyglądasz na starego.A więc daleko od tego szajsu, w kawiarni czynnej do 23, w której podają najlepsze koktajle na ziemi, usiadło sobie na plotki, niewidziane dawno razem trio.Znają się od podstawówki a nawet dłużej, bo jedna z osób jest bratem ciotecznym drugiej z osób i jego ojciec jest jej chrzestnym, którego ona z kolei nie widziała od komunii i przy każdej możliwej okazji, z szyderczym uśmiechem na ustach pyta się co u niego, a on nie chce opowiadać o swoim ojcu, bo nie umie z nim nawet 5 minut porozmawiać bez wkurwienia.Oto właśnie w tej kawiarni, w której są piękne zdjęcia Paryża i leci nastrojowa offowa muzyka i której tytułów nie znają nawet pracownice, usiedliśmy my.Nie potrzebne są tu imiona.Każde poszło w inną stronę po gimnazjum.One poszły do jednego liceum, ja do innego.Nici znajomości trochę się poluźniły i nie wychodzimy co tydzień w miasto, wypożyczyć jakiś niskobudżetowy horror i oglądać go z przypalonym popcornem, robiąc sobie jaja z każdej sceny.Sami przyznaliśmy, że bardzo skostnieliśmy samym wyborem lokalu.Nie jest to jakiś krzak w którym rozpracowujemy wino i trzęsiemy się ze strachu gdy ktoś przechodzi, nie jest to też żadna pijacka melina, głęboko pod ziemią w której delektujemy się najtańszą wódką kupioną na podrabianą legitymację S. i bojąc się, że ekspedientka się połapię i będziemy mieli nieciekawie, bo w końcu w domu jesteśmy obiektami porównywalnymi z Buddą-nieskazitelnymi istotami, niezdolnymi do grzechu.Nasze rozmowy nie polegały już na rzucaniu obelg i przechwalaniu się kto ma bardziej przaśne teksty.Wychodziliśmy daleko w przyszłość naszymi konwersacjami.Każde z nas zastanawiało się co dalej.One opowiadały mi o swoich chłopakach i ich wadach, a ja zajadając ciasto bananowe słuchałem tego, w myślach mając obraz naszej wspólnej przyszłości.I chociaż po liceum będziemy jeszcze dalej siebie, to chciałbym, żebyśmy utrzymywali kontakty na jakimś poziomie- to znaczy chciałbym je widzieć przynajmniej raz w roku.Zgodnie doszliśmy do wniosku, wydając pieniądze na małe porcję ciasta, że zestarzeliśmy się bardzo i nie w głowie nam jakieś imprezki i melanże( nienawidzę tego słowa), na których spijamy się do nieprzytomności.Lgniemy bardziej w kameralność i odrobinę prywatnego szczęścia.Czy czas nas nie oszczędził?
Ja stwierdziłem, że mam to wszystko gdzieś, bo w końcu zostały mi jeszcze zastrzyki z botoksu i jak to mnie nie odmłodzi, to będę zmuszony do hibernacji. T. natomiast ma zamiar cieszyć się każdą chwilą z chłopakiem, którego z S. zbytnio nie trawimy.Tak to jest z przyjaciółmi.Najpierw szukają ci chłopaka, a jak już ci go znajdą, to chcą byś się z nim rozstała.Może jesteśmy egocentryczni i chcielibyśmy wypełniać się nawzajem tylko naszymi spotkaniami.Mimo iż kawiarnia była czynna do 23, to ulotniliśmy się już około 21.30.Chcieliśmy wrócić do domu i się pouczyć?To dziwne, bo normalnie lecielibyśmy na imprezę, podczas której jakiś gówniarz poprosiłby mnie o papierosa, a jakbym mu go nie dał wyklnąłby mnie od najgorszych.
Może się nie zestarzeliśmy.Może po prostu dorośliśmy i pewne rzeczy zostały utracone.Może to i lepiej?

1 komentarz:

maćkoS pisze...

Tak to jest z przyjaciółmi. Najpierw szukają ci chłopaka, a jak już ci go znajdą, to chcą byś się z nim rozstała.

Wygrałeś dla mnie tym stwierdzeniem. Uznanie.