sobota, 14 listopada 2009

Love love love.

Dziękuję ci za to, że mnie akceptujesz i, że razem ze mną interesujesz się moimi pasjami.Dziękuję, za to, że mam w tobie oparcie i, że zawsze mogę z tobą poprzesadzać i wyolbrzymiać problemy.Dziękuję, za wychowanie.Upiekę ci tort.
To taki hołd dla mojej mamy.
Wyniszczony dziwnym i wyczerpującym trybem życia, na ten weekend postanawiam pierdolić to wszystko i oddać się w objęcia mojego łóżka.Będę leżał, czytał Vogue'a kupionego o 4 nad ranem na stacji za 10 złotych i próbował napisać referat z historii.Albo najlepiej nie poruszę nawet małym palcem.

To będzie chyba już koniec tego pisania.Taki filmowy "The End".I chyba bez happyend'u.Cóż...wyłączam światła i schodzę ze sceny.

2 komentarze:

sansenoi pisze...

i jak, udało się nie opuszczać łóżka?:P

peggy pisze...

pięknie:)