niedziela, 22 lutego 2009

Road.

Wegetuję.Ostatnie kilka dni spędziłem, na leżeniu i patrzeniu w ściany.Nie robię nic, co by miało nawet jakiś procent kreatywności.Opuściły mnie jakieś szczególne chęci.Nie wiem czy ta fala zimna która wróciła tak na mnie działa.
Pierwszy raz (chyba) w życiu kupiłem sobie czarną koszulkę.Moja garderoba zazwyczaj zatrzymywała się na białym i szarym, z małymi przebłyskami żółtego, więc czarny to w mojej szafce prawdziwy fenomen.Kupię sobie do kompletu czarną bluzę i będzie w pytę.
Muszę coś zrobić z włosami.Muszę sobie wymyślić w miarę twarzową fryzurę.Kiedyś nawet próbowałem je żelować i trochę chodziłem z włosami wyglądającymi jak ptasie gniazdo.Może grzywkę będę przekrzywiał lekko na bok.Będzie tak retro i vintage, że aż sam siebie nie poznam.
Chyba po prostu obetnę włosy.
Zastanawiam się jak wejść w jutrzejszy dzień.Z werwą i szaleństwem, czy z ciszą i niechęcią.

2 komentarze:

peggy pisze...

ej to ja sobie kupuje czarną bluze!:P

Nanisko pisze...

Skąd ja znam ten stan duszy... Faceci, w większości, wyglądają okropnie w czarnych ubraniach.